Helena Rakovich

Chciałabym poszukać strategii, narzędzi, rozwiązań, które zapomnieliśmy wnieść do teatru (albo świadomie z niego wynieśliśmy) i odkryć je na nowo, zbadać i przywrócić, w formie tej czy innej, być może nie do rozpoznania, ale przecież inspiracja i adaptacja też są nieodłączną częścią procesu twórczego.

Chciałabym eksperymentować z eksperymentowaniem – szukać dla siebie możliwości rozpoczęcia pracy jeszcze przed wejściem na scenę (realia wyglądają tak, że reżyseria światła do spektakli dramatycznych z reguły powstaje między zakończeniem montażu scenografii a rozpoczęciem prób generalnych – jest to bardzo krótki czas, w którym oczekuje się gotowej koncepcji i szybkiego, świadomego, wcześniej zaplanowanego działania). Kiedy mówię o rozpoczęciu pracy nie mam na myśli pracy uzależnionej od możliwości technicznych sceny; chciałabym sama uwolnić się od tego myślenia i zastanowić się, co, jako reżyserka światła mogę zrobić dla procesu poza przestrzenią fizyczną, poza planem oświetlenia na papierze i poza fizycznym aspektem tego zawodu.

Ostatnio coraz bardziej fascynuje mnie zjawisko, jakim jest blackout teatralnej sali – jest to jedna z bardzo niewielu przestrzeni całkowicie pozbawionych światła naturalnego, ale również światła sztucznego, które w życiu współczesnego człowieka staje się coraz bardziej obecne niż naturalne.

Chciałabym poszukać w tym „naturalnym” otoczeniu strategii, narzędzi, rozwiązań, które zapomnieliśmy wnieść do teatru (albo świadomie z niego wynieśliśmy) odkryć je na nowo, zbadać i przywrócić, w formie tej czy innej, być może nie do rozpoznania, ale przecież inspiracja i adaptacja też są nieodłączną częścią procesu twórczego.

Chciałabym na te trzy miesiące wyjść z teatru, żeby móc do niego wrócić.


Jestem reżyserką światła, producentką teatralną, absolwentką szkoły baletowej. Studiowałam na Uniwersytecie Łódzkim, Uniwersytecie Warszawskim, Uniwersytecie w Antwerpii (Belgia) oraz Akademii Teatralnej w Warszawie. Byłam stypendystką w Litewskiej Akademii Muzyki i Teatru w Wilnie.

Od 2024 roku przygotowuję światła dla spektakli dramatycznych, projektów interdyscyplinarnych, muzycznych i choreograficznych w Polsce, Litwie i Estonii. Jako reżyserka światła współpracowałam m.in. z Krzysztofem Warlikowskim i Felice Ross (Nowy Teatr w Warszawie), Barbarą Wiśniewską i Aleksandrem Prowalińskim (Teatr WIelki – Opera Narodowa), Piotrem Pacześniakiem (Teatr Nowy im. K. Dejmka w Łodzi), Maciejem Jaszczyńskim (Teatr Dramatyczny w Warszawie), Wojciechem Farugą (Teatr Collegium Nobilium), Jakubem Zalasą (Teatr Pantomimy we Wrocławiu, Teatr Barakah w Krakowie).

W swojej praktyce szczególną uwagę staram się poświęcać eksploracji relacji oko-kora przedczołowa, neurologicznym i neurobiologicznym aspektom przetwarzania informacji dostarczanych przez narząd wzroku.


 

Podsumowanie rezydencji

Rezydencję kończę wzmocniona jako artystka. Czuję się silniejsza o umiejętność zapewniania sobie przestrzeni do eksperymentu i zdolna do bycia oraz tworzenia w stanie, w którym nie ma oczekiwań ani ram, nie ma wyraźnego punktu B, jest za to dużo niewiadomych. Żeby eksperyment mógł zaistnieć, potrzebne jest nieznane pole, ono zaś otwiera się dopiero w procesie. To także cecha charakterystyczna dzisiejszych czasów. Nauczyłam się iść w nieznane i mieć w tym bezgraniczne zaufanie do siebie, dostrzegać w tej niepewności nieograniczone możliwości. 

Nauczyłam się też nie bać przestrzeni, w której funkcjonuję ja i moja sztuka. Przestrzeń to dla mnie system relacji między człowiekiem, naturą a technologią. W teatrze mamy dużo człowieka i technologii – a coraz mniej natury. Zrozumiałam, że każdy mój wewnętrzny impuls i każdy obraz rodzą się z natury. Ona zawsze jest współautorką tego, co robię. 

Z rezydencji wracam ze zdefiniowaną na nowo rolą mnie jako reżyserki światła – polega ona nie tylko na tworzeniu i kreacji, ale też na poszerzaniu świadomości, budowaniu kontekstów dla odbiorcy. Piękno światła polega na tym, że jest ono w naszym życiu zawsze i wszędzie, a żeby było go jeszcze więcej, wystarczy skupić uwagę i zacząć obserwować – nie trzeba włączać kolejnej lampy. Główną cechą ciemniejszej pory jest to, że nawet w niepewnych czasach przychodzi po niej dzień – to następstwo jest nieuniknione. 

Eksperyment się tutaj nie kończy. To stan, w którym chcę pozostać. Nie chcę iść utartym, zabetonowanym szlakiem, mogę wybierać mniejsze ścieżki albo torować nowe. Mogę błądzić, zatrzymywać się w miejscu, kręcić się w kółko, koniec końców: mogę tańczyć.