Anna Karpowicz
Aktywnie współpracuję z kompozytorami w Polsce i na świecie, mam w dorobku ponad setkę premier, w tym koncerty fletowe, utwory kameralne i solowe. Poszukuję nowych środków wyrazu, opracowując autorskie rozszerzone techniki wykonawcze, ale w muzyce współczesnej najbardziej interesuje mnie kontekstowość i nadawanie znaczeń.
Moje eksperymenty z formą prezentacji muzyki klasycznej i współczesnej oraz moja pasja do programowania narracyjnego zawsze mieściły się w roli klasycznie wykształconej flecistki i nie przekraczały granic wyznaczonych przez dyplom Hochschule für Musik Detmold. Mimo że odebrałam wiele nagród „za odwagę”, w mojej pracy artystycznej zarysowała się bariera trudna do przekroczenia.
Łącząc rolę flecistki i kuratorki, wielokrotnie tworzyłam autorskie utwory z potrzeby, z inspiracji. Z mojej inicjatywy powstały takie albumy jak AVE VIRUS Hashtag Ensemble, czy ostatni SYRENA:RE nagrany dla FSR z Dominikiem Strycharskim. Napisałam dwa utwory site-specific do poezji Ireny Klepfisz, które były emitowane na falach radiowej „Dwójki”, co jest spełnieniem marzeń niejednego kompozytora w Polsce. Mimo to, nigdy nie identyfikowałam się jako kompozytorka.
Moja rezydencja w WOK ma nie tylko pomóc mi wejść w wybraną, nową i bardziej bezpośrednią formę ekspresji, użyć nowych narzędzi czy badać nowe sposoby praktykowania sztuki, ale przede wszystkim „oswoić” nową rolę – kompozytorki.
EKSPERYMENT zaczyna się w przestrzeni nadawania znaczeń, w sferze wyobraźni i podstawowych przekonań – kim jestem, co mnie definiuje i co jest dla mnie możliwe. Każda forma artystyczna powstaje w granicach, jakie wyznaczył dla siebie twórca. Moim zadaniem w ramach rezydencji w WOK jest praca nad przesunięciem tych granic.
Z muzyką pracuję nieprzerwanie od 25 lat, ukończyłam HfM Detmold, jestem laureatką Paszportu Polityki i Koryfeusza Muzyki Polskiej wraz założonym przeze mnie Hashtag Ensemble. Otrzymałam medal ministra Zasłużony dla Kultury Polskiej, a także dwa Fryderyki. Byłam „fellowsem” przy Europejskiej Radzie Muzycznej i ukończyłam Leadership Academy for Poland. W zeszłym roku byłam nominowana do nagrody Kobieta Roku magazynu Forbes za otwarcie festiwalu Droga Dō.
Wraz z Markiem Brachą prowadzę festiwal WarszeMuzik, wprowadzając muzykę klasyczną do kamienic-ostańców na terenie byłego getta warszawskiego. Współzakładałam Instytut Mieczysława Wajnberga, jednego z moich ulubionych kompozytorów. Współotwierałam Hashtag Lab jako Społeczną Instytucję Kultury, zainicjowałam AżTak Festiwal, kierowałam pasmem repertuarowym. Programuję międzynarodowy festiwal Droga Dō, w którym szczególną rolę odgrywają koncerty w Japonii.
Moim ukochanym formatem jest muzyka kameralna, a moją misją – tworzenie serdecznych i autentycznych spotkań przywracających praktykę muzykowania domowego. Stąd podwórkowe koncerty WarszeMuzik, założenie Hashtag Labu w starej wilii, inicjatywa w Instytucie Wajnberga „Domówka u Mietka”, czy udźwiękowienie domu Sugihary w ramach festiwalu Droga Dō.
Nie potrafię i nie lubię dzielić muzyki klasycznej na historyczną i współczesną, zapisaną i improwizowaną, notowaną i intuicyjną, co ma swoje odzwierciedlenie w siedemnastu albumach, które nagrałam dla ANAKLASIS, KAIROS, Bołt, DUX, FSR czy Requiem Records.
Podsumowanie rezydencji
Rezydencja w WOK okazała się dla mnie czymś więcej niż czasem przeznaczonym na rozwój zawodowy pod hasłem „eksperyment”. Rozpoczynałam ją z poczuciem niepewności, miałam wrażenie, że stoję przed drzwiami, których od dawna nie otwierałam, choć wiedziałam, że za nimi znajduje się ważna część mnie samej. Przez wiele lat funkcjonowałam przede wszystkim jako wykonawczyni, kuratorka i organizatorka życia muzycznego, osoba odpowiedzialna za projekty, zespoły, festiwale i innych ludzi. Tymczasem ta rezydencja pozwoliła mi po raz pierwszy świadomie i bez wymówek powiedzieć sobie: komponuję i chcę podpisywać się pod własną muzyką.
Najważniejszym doświadczeniem ostatnich trzech miesięcy było dla mnie zdobycie się na odwagę, aby wejść w tę nową rolę. Nie chodziło wyłącznie o pisanie utworów czy rozpoczęcie nowych projektów. Znacznie ważniejsze było przesunięcie wewnętrzne – zgoda na to, by zobaczyć siebie również jako kompozytorkę. To okazało się dużo trudniejsze od kwestii technicznych czy organizacyjnych. Rejestracja utworów w ZAiKS-ie, która z zewnątrz mogła wyglądać jak zwykła formalność, była dla mnie ogromnym wyzwaniem. Wymagała zmiany wieloletniego przekonania, że moja rola polega przede wszystkim na wykonywaniu muzyki innych osób. Dopiero podczas rezydencji zrozumiałam, jak głęboko ten sposób myślenia był we mnie zapisany.
Ważne było dla mnie również odkrycie, że komponowanie nie pojawia się w moim życiu nagle i jako oddzielna czynność, ale zaczyna przenikać sposób, w jaki myślę o muzyce, przestrzeni i współpracy. W nowych projektach naturalnie zaczęły kiełkować autorskie pomysły, potrzeba tworzenia własnych struktur i odrębnego języka muzycznego. Projekt „Purse Attack” we współpracy z NeoQuartetem i Arturem Zagajewskim, pomysł „Willow” rozwijany wraz z Zofią Neugebauer czy pierwsze rozmowy o udźwiękowieniu książki Gołoborze Macieja Siembiedy były dla mnie dowodem, że zaczynam myśleć o muzyce inaczej niż dotąd – nie tylko jako interpretatorka istniejących utworów, ale także jako osoba współtworząca świat dźwiękowy od podstaw.
Ogromnie ważnym elementem rezydencji w WOK było także doświadczenie wsparcia pozbawionego transakcyjności. Na co dzień funkcjonuję w wielu rolach jednocześnie i niemal każda z nich wiąże się z odpowiedzialnością wobec innych ludzi, instytucji czy projektów. Tutaj po raz pierwszy od dawna mogłam znaleźć przestrzeń, w której ktoś wspierał mnie nie po to, żebym była bardziej produktywna czy skuteczna, ale po to, bym mogła usłyszeć własny głos i potraktować go poważnie. To właśnie dzięki temu wsparciu udało mi się nie tylko rozwinąć moją pracę kompozytorską, ale także wziąć za nią pełną odpowiedzialność.
Rezultatem rezydencji stały się dwie nowe kompozycje, rejestracja w ZAiKS-ie moich wcześniejszych utworów, przygotowanie instrumentu do nagrań własnej muzyki, realizacja rozmów z młodymi kompozytorkami oraz rozpoczęcie kilku nowych projektów artystycznych łączących wykonanie i kompozycję. Najważniejsze jednak było dla mnie coś trudniejszego do zmierzenia: zmiana sposobu słuchania świata i samej siebie. Mam poczucie, że po rezydencji pozwalam sobie dużo odważniej iść za intuicją. Zaczynam słyszeć muzykę tam, gdzie wcześniej pojawiał się tylko pomysł na interpretację. I po raz pierwszy od wielu lat mam poczucie, że naprawdę otwieram nowy rozdział swojej drogi artystycznej.