Pola Salicka

Eksperymentowanie z tożsamością artystyczną to dla mnie próba wyjścia poza bezpieczne struktury grupowe na rzecz skupienia się na wzmocnieniu własnej praktyki. Moje poszukiwania będą wychodzić z doświadczenia zmysłowego i pracy rąk.

Lata pracy w kolektywach, grupach i duetach artystycznych ogromnie dużo mnie nauczyły, jednak w pewien sposób „uzależniły” też od bezpieczeństwa współdzielonej odpowiedzialności, grupowego wsparcia i poczucia sensu działania (bo jeśli kilka osób mówi, że ma sens, to najwyraźniej ma). Chciałabym, by rezydencja wsparła mnie w inicjowaniu własnych przedsięwzięć, niezależnych od bieżących projektów grupowych, które wymagają zupełnie innego rodzaju zaangażowania. Wypracowanie tego, co jako samodzielna artystka mogę wnosić w pracę wspólną wymaga przestrzeni i namysłu. Liczę, że doprowadzi mnie to również do nauczenia się jak lepiej zarządzać zaangażowaniem w to, co indywidualne i w to, co grupowe.

Zamierzam skupić się na eksperymentach z dzikimi roślinami, z naciskiem na te związane z lokalnym środowiskiem wodnym. Od ich zbierania, po kształtowanie. To czas na spontaniczne, nienastawione na z góry zaplanowany efekt końcowy działania manualne (barwienie, szycie, wyplatanie, dokumentowanie etc.), zależne od cyklu przyrody i wyniku kolejnych prób. W pracy z roślinami szanuję ich podmiotowość – opowiadają historie, są łączniczkami, dają poczucie osadzenia w świecie i przynależności. Opracowanie regularnej praktyki własnej postrzegam jako narzędzie wspierające mnie w funkcjonowaniu w mieście dostarczającym ciągłych bodźców, wzmacniające odporność psychiczną i, mam nadzieję, ekonomiczną. 


Jestem projektantką i artystką, moja praca sytuuje się pomiędzy bagnami, ogrodami, krzakami, peryferiami miasta i jego centrum. Od lat działam kolektywnie na styku sztuki, ekologii i aktywizmu klimatycznego: w Spółdzielni Krzak (2016-2020) – ogrodzie/miejscu spotkań na Jazdowie, a aktualnie w grupie ZAKOLE (od 2020) skupionej na aktywności artystycznej, rzeczniczej i edukacyjnej wokół mokradła na Zakolu Wawerskim w Warszawie. Zależy mi na budowaniu praktyk i przestrzeni wspólnototwórczych, uwrażliwiających nas na relacje międzygatunkowe i uważne bycie z innymi. Tworzę sytuacje, instalacje, warsztaty, publikacje, obiekty i inne formy, często we współpracy i sojuszach.

Współpracowałam m. in. z Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski, Jasną 10 Społeczną Instytucją Kultury Krytyki Politycznej, Haus der Kulturen der Welt Berlin, Floating University Berlin, Robida Collective, Osiedlem Jazdów, Solidarnościowym Domem Kultury Słonecznik, Kuchnią Konfliktu, MAO Ljubljana, Jan van Eyck Academie, Unsound/Ephemera.

 


 

Podsumowanie rezydencji

Trzy wiosenno-letnie miesiące rezydencji WOK dały mi przestrzeń i strukturę, których od dawna potrzebowałam. Okazało się, że moje pierwotne założenia w dużej mierze się spełniły. Dzięki pracy manualnej przestałam podważać istotność tego, co robię, i szukać głębszego sensu, oddziaływania czy ekonomicznej opłacalności – nauczyłam się zamiast tego robić, testować i patrzeć, co z tego wychodzi i gdzie może mnie to prowadzić. Już samo potwierdzenie, że mój pomysł na rezydencję miał dużą wartość w momencie, w którym obecnie jestem, miało dla mnie wzmacniający charakter.

Nie spodziewałam się, jak intensywna będzie to praca emocjonalna. Podczas spotkań grupowych prowadzonych przez Agatę Nowotny, byłą rezydentkę WOK, zajmowałyśmy się naszymi pragnieniami, lękiem, przeszkodami i zasobami – przy użyciu narzędzi somatycznych, wizualnych i skojarzeniowych pracowałyśmy z wyobraźnią i symboliką. Na pytanie o „najtrudniejszą rzecz, której mogłabym nie robić”, odpowiedź napisałam automatycznie: „przestać sobie nie ufać”. Praca z zaufaniem sobie jako jakością, bez której trudno jest działać i słyszeć swoją intuicję, stała się dla mnie psychicznie osią tej rezydencji.

Zrozumiałam, że własna praktyka artystyczna to dla mnie nie jedna z możliwych dróg, tylko konieczność – fundament, z którego mogę dopiero wychodzić w stronę działań kolektywnych i grupowych, sposób patrzenia na świat, coś, co mnie podpiera. Żeby to lepiej zrozumieć, przeprowadziłam kilka rozmów z bliskimi mi osobami z pola sztuki – pytałam o ich własną praktykę, o to, co robią dla siebie, co je wzmacnia i rozwija, pomijając kwestie ekonomiczne i bieżące projekty. Jak znajdują na to przestrzeń i co im pomaga. Te rozmowy pokazały mi, ile niepewności i zmagań dzielimy między sobą, ale też jak różne strategie, ćwiczenia i narracje tworzymy, by kontynuować.

Ciekawy i inspirujący był wyjazd na warsztaty plecionkarskie z Adamem Pliszko – poznanie całej drogi, począwszy od zbierania roślin, przez ich suszenie i przygotowanie do użycia, aż do samego wyplatania. Obserwowanie i słuchanie kogoś tak głęboko zakorzenionego w tym procesie, w relacji z roślinami, miłości do przyrody i rodzinnej ziemi, na której mieszka i pracuje, samo w sobie było lekcją innego tempa i wrażliwości.

Wychodzę z tej rezydencji wzmocniona i z wiarą, że uda mi się wypracować własne metody artystyczne. Proces poszukiwania został solidnie rozpoczęty – nie na etapie myślenia, tylko działania – i czuję potrzebę, żeby dalej układać sobie tę ścieżkę, niezależnie od tego, jaką funkcję miałaby dla mnie pełnić. Jestem też wdzięczna – za to, że mogłam przejść przez taki proces, za otwartość innych osób rezydenckich, a także za hojność roślin i ludzi, od których się uczyłam.

Podczas rezydencji współpracowałam z: olszą czarną, cebulą zwyczajną, krwawnikiem pospolitym, brzozą brodawkowatą, kruszyną pospolitą, glistnikiem jaskółcze ziele, czeremchą zwyczajną, czereśnią ptasią, orzechem włoskim, sumakiem octowcem, leszczyną pospolitą, jabłonią domową, gruszą pospolitą, porzeczką czarną, pigwowcem pospolitym, forsycją pośrednią, mahonią pospolitą, bzem czarnym, lilakiem pospolitym, sosną zwyczajną, oczeretem jeziornym, piaskownicą zwyczajną, sitem sinym, tatarakiem zwyczajnym, kosaćcem żółtym, babką lancetowatą, lipą drobnolistną i mniszkiem lekarskim.