Ada Adu Rączka
Zgłaszam się do programu, bo potrzebuję wsparcia – merytorycznego, strategicznego, finansowego. Na co dzień łączę pracę artystyczną z pracą w szkole i prowadzeniem warsztatów. Do swojej twórczości włączam elementy wizualne i literackie. Projekty indywidualne przeplatam z trwaniem w kolektywach (przede wszystkim w Plenum Osób Opiekujących Się). Jako osoba niebinarna eksploruję przestrzeń „pomiędzy” również w wymiarze ekspresji, języka, bycia. Temat tegorocznej rezydencji rozumiem jako okazję do wymiany codziennych praktyk przetrwania, w sensie przyziemnym. Przeciwdziałanie wypaleniu. Wzmocnienie w twórczości i poza nią, naukę podtrzymywania siebie i innych.
Podczas programu rezydencyjnego chcę się skupić na spokojnej refleksji nad tym, w jaki sposób mogę korzystać ze swoich zasobów bez „zużywania” ich do zera. Mam zamiar zastanowić się nad możliwościami łączenia pracy zawodowej i indywidualnej praktyki artystycznej z zaangażowaniem w kolektyw, czyli przyjrzeć się mojemu aktualnemu schematowi funkcjonowania. W skrócie, chcę zmierzyć się z pytaniem: jak działać dalej i się nie wypalić? Liczę na wymianę doświadczeń (i strategii!!) z innymi osobami uczestniczącymi oraz spotkania 1:1 z liderkami programu.
Absolwent_ka Fine Arts w Städelschule we Frankfurcie nad Menem. Pracuję z obrazami, tekstem i wideo. Łączę poezję z obrazem, odręczne pisanie i rysowanie z cyfrowym przetworzeniem. Jestem osobą autorską książek poetyckich Nie róbmy nic, błagam. Ale powiedzmy innym, że robiłyśmy (2019), Chciałośmy (2022) i Byłobyśbyło (2024) oraz zina Próba wyjścia z brzucha | Próba wejścia do brzucha (2021) stworzonego z Zofką Koftą i Girls and Queers to the Front. Należę do kolektywu Plenum Osób Opiekujących Się.
Podsumowanie rezydencji
W ramach tegorocznej rezydencji artystyczno-badawczej w Warszawskim Obserwatorium Kultury skupiałyśmy się (jako grupa i każde z osobna) na szeroko rozumianym pojęciu rezyliencji. Moim celem było znalezienie sposobów na niewyczerpywanie się (zupełne) podczas łączenia stałej pracy zarobkowej, projektów artystycznych i edukacyjnych oraz własnej praktyki twórczej. Z perspektywy czasu widzę, że ten cel był zbyt ambitny by osiągnąć go w pół roku. Co się w takim razie udało? Co się wydarzyło?
Dzięki spotkaniom z Olą i Sviatlaną udało mi/nam się rozrysować moją mapę aktywności. Mapa ta od jakiegoś czasu funkcjonowała w mojej głowie jako niedookreślony kształtem supeł wzajemnie splątanych nici. Dzięki wypowiedzeniu na głos i nadaniu wizualnotekstowej formy moim myślom miałxm okazję naprawdę „zobaczyć” czemu na co dzień poświęcam czas. Wspólnie przyglądałyśmy się moim zaangażowaniom pytając: co jest źródłem przyjemności i/lub sensu? Co jest źródłem utrzymania? Co nie jest ani jednym, ani drugim?
Spotkania grupowe często sprowadzały się do wymiany strategii. Dobrze było posłuchać jak inne osoby radzą/nie radzą sobie z problemami dotykającymi pracowników/pracowniczki sektora kultury i sztuki. Nasze metody czasem okazywały się zbieżne, czasem sprzeczne. Objawienia: mam tak samo!/ mam zupełnie inaczej! dały mi do myślenia. Strategią, do której wracam myślami jest: skalowanie. W praktyce: jeśli możesz – zaproponuj, że zrobisz mniej.
Mój dziennik procesu przybrał postać rysunków. To właśnie rysowanie wyróżniało się na mojej mapie myśli jako czynność dostarczająca mi czystą przyjemność. Rysowanie jako podtrzymywanie. Rysowanie jako zimowanie (między projektami, między przelewami, między przypływami energii). Rysunki były tekstowo-wizualnym przetworzenim słów, które zostały we mnie po spotkaniach grupowych (z załączniku wybór).
Rezydencja była dla mnie okazją do przyjrzenia się zazwyczaj niewidzialnym/nienazwanym siłom kształtującym tempo mojej pracy, styl, liczbę postojów. Kończę ją bez jasnych rozwiązań, za to ze zbiorem refleksji, większą samowiedzą i wrażliwością na sytuację innych osób artystycznych. Dzięki wsparciu finansowanemu WOK-u udało mi się też bardziej zadbać o siebie, za co dziękuję.