Bartłomiej Kiełbowicz
W centrum moich działań znajdują się tematy takie jak obrona demokracji, prawa kobiet, sytuacja na granicy, zmiany klimatyczne, wojna w Ukrainie i Strefie Gazy.
Regularnie publikuję swoje rysunki na Instagramie oraz w tygodniku „Polityka”, co pozwala mi docierać do szerokiego grona odbiorców. Działam również w przestrzeni miejskiej, gdzie moje transparenty i murale stają się częścią wspólnego głosu protestu i solidarności.
Tworzę intensywnie, często reagując na bieżące wydarzenia, co nadaje mojej sztuce emocjonalną szczerość i aktualność, ale też niesie ze sobą duży koszt psychiczny. Praca z tematami granicznymi sprawia, że coraz mocniej dostrzegam potrzebę zadbania o równowagę i wyciszenie, które pozwolą mi kontynuować tę drogę z nową energią.
Większość projektów realizuję niezależnie, inwestując własne środki i czas. Obecnie jestem na etapie, w którym chcę wyraźnie uporządkować swój dorobek, zaktualizować dokumentację, odświeżyć stronę internetową i zastanowić się nad dalszym kierunkiem rozwoju – także w kontekście obecności mojej sztuki w kolekcjach prywatnych i publicznych.
Szerszy przegląd mojej działalności dostępny jest na stronie: www.kielbowicz.eu, a najnowsze prace i działania publikuję na Instagramie: @kielbowiczbartek.
Podsumowanie rezydencji
Okres rezydencji, który miał być czasem spokoju, odpoczynku i porządkowania spraw, paradoksalnie okazał się najbardziej intensywnym zawodowo momentem w moim życiu. Plan był prosty: zwolnić, poczytać, dopracować stronę, popatrzeć z dystansu na swoją ścieżkę. W praktyce wyglądało to odwrotnie. Zamiast wyciszenia – trzy wystawy. Zamiast refleksji przy kawie – kilkadziesiąt spotkań z kolekcjonerami i klientami. Zamiast spokojnego porządkowania – wir projektów, decyzji i nowych współprac.
W tym czasie zrealizowałem kilka ważnych dla mnie akcji, stworzyłem też koszulkę, która nieoczekiwanie stała się viralem i zaczęła żyć własnym życiem. Powołałem fundację, żeby nadać formę działaniom społecznym, które wcześniej wymykały mi się spod kontroli. A na końcu pomalowałem Teatr Narodowy i zaprojektowałem plakat do ważnego spektaklu.
Największą wartością tej rezydencji były pieniądze – po raz pierwszy mogłem je przeznaczyć wyłącznie na siebie i swój rozwój. Brzmi prosto, ale to zmienia wszystko. Bez tego pewnie nigdy nie zdecydowałbym się na coaching, terapię i porządkowanie głowy. A właśnie to otworzyło we mnie przestrzeń na reorganizację zawodową: dostrzegłem własne błędne schematy, nauczyłem się odpuszczać rzeczy poboczne i skupić się na tym, co naprawdę istotne.
Nauczyłem się planować pół roku do przodu – co kiedyś wydawało się zupełnie abstrakcyjne. Wypracowałem narzędzia, które dają mi poczucie bezpieczeństwa i stabilności, dzięki czemu mogę spokojniej pracować. Włożyłem pracę w proces sprzedażowy, w kontakty z publicznością i w budowanie relacji z klientami. Z chaosu zrobiłem system, z intuicji – strategię.
To było trudne pół roku. Intensywne, czasem wykańczające. Mimo to pierwszy raz od dawna na myśl o przyszłości czuję spokój. Widzę kierunek i mam narzędzia, które pomogą mi tam dojść.
Dzięki pieniądzom z rezydencji zabrałem rodzinę na wakacje – to było nam bardzo potrzebne. W WOK-u poznałem niezwykle ciekawych ludzi, z którymi szybko odkryliśmy, że wypalenie, zwątpienie i brak struktury w pracy twórczej to nie jednostkowa porażka, ale systemowa cecha naszej branży. To uwalniające: zobaczyć, że nie jestem wyjątkiem, że to normalne, że wszyscy chwilami płyniemy na oparach.
Ceniłem możliwość korzystania z przestrzeni WOK. Warsztat z AI i wspólne dyskusje były super.
Patrzę na ten czas jak na punkt zwrotny i jestem ogromnie wdzięczny za to, co mnie spotkało i co dostałem.